|
|
![]() 2006-05-30 12:05:42 >> I tak... Kolejny rok szkolny zmierza ku końcowi,w szkole zachrzania się jak mała mróweczka, byle by tylko świadectwo miało jakiś sensowny wygląd. W tym roku to już nie to samo...to pożegnanie=( z tymi ludźmi spędziłam 10 lat swojego życia i nagle się rozhcodzimy=( Dziwne uczucie...Mam tylko nadzieję,że pomimo wyjazdu mężczyzny Oli nasz wakacje będą jak zawsze-pasmem mocno pokręconych zdarzeń=) skomentuj (0) 2006-05-04 08:17:54 >> Życie... Życie w szkole ciągnie się i dłuży niczym papier toaletowy szary zwykły cena rolki:0,20 groszy za metr.Na szczęście jakiś mądry człowiek ustanowił łikend majowy.pech jednak chciał,że z dzisiejszym dniem zakończył się on,przynosząc ponownie szkolne męki. Otóż właśnie ślęczę na informatyce,wśród niewielkiej garstki osób,która zdecydowała się dzisiejszego słonecznego dnia zajrzeć za ponure mury szkoły.Idiotka ze mnie...że tak muszę się przejmować głupim sprawdzianem z gegry=/ Długi łikend należał jednak do łikendów z serii łikendów bardzo udanych.Szczególnie na myśli tutaj mam piątek kiedy w składzie:Oluńka,Dziku,Sandruś,Zduna,agatka,Piotruś,Euni i Żabit świętowaliśmy hucznie przy ognisku w południowych lasach dziewiczych przesłodką 16 Oleńki. Zakończenie było ciut bolesne,jako że pewne osoby,nie będę wymieniać nazwiska postanowiły ułożyć na mnie kanapkę.głupia zabawa,naprawdę;) Sobotaż nie byłaż takowoż przyjemna aczkolwiek przymykamy oko i biegniemy do niedzieli kiedy to Gacioszek po raz pierwszy wyrwał się spod matczynych skrzydeł i udał się sam samiuteńki,tzn pod kuratelą Krzysia do Wielkiej Wsi,czyli stolicy,gdzie zwiedził tesco i 6 razy jechał metrem co z kolei spowodowało ogromną radochę i zagwarantowało odlotowe wspomnienia na całe życie=P W poniedziałek niespodziankę sprawił mi niejaki Kuba J.,który po upływie kilkunastu miesięcy na kilka dni powrócił z Tarnowa na stare śmiecie;) We wtorek spotkałam się z nim ciut na dłużej i...mniam-4 moich eks przy jednym stoliku-Ola nigdy nie ukrywa swoich spostrzeżen.Spalona... Środa jako dzień przedszkolny nie był wesoły gdyż obfitował w naukę geografii Polski.Bleee... Z niecierpliwością czekam na kolejny łikend który rozpocznie się już za 2 dni;) skomentuj (0) 2006-03-05 21:33:02 >> Takoż to więc...;) Takoż to więc minął nam otatni spokojny łikend przed nerwową atmosferą dni nastepnych.Szanowne nauczycielstwo raczyło uraczyń nas przeszło 3 sprawdzianami poziomu wiedzy w tymże tygodniu,na kolejny tydzień,damże sobie klawiaturę popsuć,uczynią dokładnie to samo,a w jeszcze kolejnym powinno być różowo prawda?Powinnismy balowac piuntek,sobote,niedziele z okazji łikendu,poniedzialek z okazji słodkiej 16 Sandrusi,wtorek z okazji ŚDW(wyjasnienie dla CCK(CichoCiemnychKujonów):Światowy Dzień Wagarowicz),środę,czwartek,piątek z powodu rekolekcji i znów sobotę i niedzielę z okazji łikendu...a tu dupa=/ Szanowne nauczycielstwo na urocze dni rekolekcji wymyśliło nam próbne egzaminki i poprawkowy test z chemii...Takoż to więc,nie spodziewam się specjalnych kurdę rewelacji,adieau=( skomentuj (0) 2006-03-02 08:47:17 >> Wielki tombek?;) Otóż to w życiu wiele spraw ma swoje skomplikowane ścieżki,wszystko co najprostsze jest w stanie poplątać się przez pewne niepowołane osobniki.Tak to też stało się w te wakacje,gdy dwie męskie glizdy usiłowały zniszczyć to co nierozerwalne-mą przyjaźń z Alexandrą(=*).Na szczęście zdeptałyśmy paskudne pasozyty(trochę poniewczasie-pot rzebowalysmy 8 miesiecy na zlikwidowanie wszystkich odrastajacych organelli) ale najwazniejsze ze THE ZOLTAN'S ANGELS SQUAD:p jest już w całości(Duśka=*,Loluś=*& B.M.G).Miejmy nadzieje,że kolejne robactwo nie powtórzy próby unicestwienia naszego związku,ale teraz przynajmniej wiemy jak to paskudztwo rozpoznać i wyeliminować z otoczenia=D adzia=D do napisania wierni czytelnicy:P skomentuj (0) 2005-06-20 23:04:12 >> ostatni przedwakacyjny weekend za nami nareszcie...pozniej to juz same legalne wakacyjne letnie i mam nadzieje sloneczne weekendziki;) A więc zacznijmy od soboty. Sobota,jak to sobota-dla mnie-leniwych Gacioszków,zaczyna się dość późno-bo najwcześniej około godziny 11. A więc leniwy Gacisozek o tej poznej godzinie raczyl zwlec swe szanowne,wclae nie male dupsko z wyra i zaczac sie szykowac na wieczorny balet. No bo oczywiscie na doprowadzenie sie do stanu uzyteczności publicznej to tez troche czasu potrzebuje...wszystkjie pudry,lukry i posypki na siebie nalzolam i dopiero tak naszykowana mogłam udac sie po szanownego Byczunka. Wzielam to moje slonce za rogi i udałysmy sie na osiedle o nazwie Potok,gdzie zebrala sie juz czesc naszego przesympatycznego towarzystwa. Następnie skierowalismy nasze urocze ciałka w stronę przesympatycnzego miejsca,jakim jest Leśna( Leśniczowka dla niewtajemniczonych). Tam sobie poprawilismy humorki i już mocno uszczesliwieni udalismy sie na szanowny balet na Plac Jegiellonski. Zabawa,nie powiem,przednia...wszystkie przyjemności zakonczyly sie około godziny 22,gdy to siedzac wciaz w przyjemnym towarzystwie odwrocilam sie i ujrzałam dośc znajomą twarz. Tak sie przygladam,przygladam i wnet odkryłam ze to moja wlasna rodzicielka,ktora usilnie probowala mnie wychowac przez te 15 lat. Jak zem nie wrzasla w duchu,jak zem sie nie postawila na rowne nogi,a wiec to juz koniec-przebieglo mi przez glowe o bardzo bardzo malym rozumku,pozegnalam sie szybkim czesc,zagarnelam po dordze Byczka,zrobilam rumunski odwrot i skierowalam swe kroki w strone samochodu. Szanowna moja rodzicielka i rodziciel( ktory znalazl sie tam nagle,nie wiadomo nawet kiedy) odwiezli nas do chalupy Olci,gdzie miałam zamiar spedzic szaloną noc. Noc nie była zbyt szalona,jako ze padlysmy,ale przed snem probowalysmy jeszcze odleciec robiac orła na łozku:P Ola juz nawet Majorke widziala.Potem jeszce nauczylysmy sie robic fikolki do tylu,Ola stanela sobie ze dwa razy na glowie i padłysmy prosto w ramiona Morfeusza. Nastepnego dnia,a była to juz niedziela,19 czerwca,zostałam wybita ze snu około godziny...ja wiem...8?? Tym razem nawet nie probowalam wykladow,gdyz wiedzialam o wizycie,ajak z ranca zmaierzaja nam zlozyc nasi mezczyzni. Aby mnie Eunuszek nie rzucil trza sie wiec bylo pozbierac do kupy,bo gdyby on biedny mnie rano zobaczyl to nie recze za niego lol=) Tak wiec nasi chlopcy radarowcy sobie przyjechali do nas,oczywiscie jak to oni sie spoznili,ale my jak to my darowalysmy. Posiedzieli sobie my i nastepnie udalam sie do domciu. Niedziela zakonczyla sie jeszcze przyjemna wizyta mojej sznaownej przyjaciolki Oli B. Poniedzialek-a wiec dzien dzisiejszy. Wszyscy wrzucaja na poniedzialki z całych sil ust swoich i poniekad maja racje. Bo ponidzialki to sa z reguły wredne dni,kazace ruszyc dupsko o 7 po weekendzie,przypominajace ze do nastepnego odpoczynku jesze duuuzo czasu.Dzisiejszy poniedzialek nie byl najgorszy w mojej karierze. chociaz zmuszona zostalam przez sily wyzssze do wstania o 7 rano i udania sie do szkoly,to jakos przezylam-tylko 100 minnut tam spedzilam. Musialam zalatwic wszystkie formalne formalnosci i spierdzielilam,a co=D Pozniej udalam sie na chwile do Byckza,pozniej do domu zebrac sie do kupy,pozniej do babci chapnac obiadek az wreszcie w koncu tradycyjnie na parasole. Poczatek nie byl nazbyt przyjemy gdyz nie wiem co sie ze mna stalo ale zaczelam sie az za bardzo nawet interesowac tym,co aktualnie robi moj mezczyzna. Wiec gdy zobaczylam go z jakas panienka na laweczce w parku(no i co z tego ze jedno na jednym koncu lawki,drugie na drugim?) to juz sie podkurzyłam troszeczke i juz bym tam ramaja robila:P Na szczescie odorbina cierpliwosci ze starego charakterku mi zostala,wiec grzechy zostaly mu odpusczzone i juz było miło. Znowu dałam popalić klawiaturze i sie rozpisałam:P W każdym badz razie ja kocham zycie,chociaz mi sie znowu zbier ana doła(ah ten moj melancholijny charakter) to jestem hepi:) To buziaczki,papa:*:*:*:* skomentuj (2) 2005-06-17 23:35:45 >> Kolejny piątek z gaciowego żywota wyjęty=) Hmmm...owszem,dzionek przyjemny,nie narzekam=D Nie mam nic sensowniejszego do pisania a więc ze szczegółami rozprawię się z dzisiejszym dniem...=) Noc była ostra...wpadł do mnie Byczuś i postanowiła ze mną spać. W związku z czym noc spędziłam z rękami i nogami na łóżku,a reszta gdzieś tam mi wisiała w powietrzu.Małe to łóżko...no ale gość dom,Bóg w dom=D O godzinie 8 rano zostałam brutalnie wyrwana ze snu przez szanownego Byka. Po moim monotonnym wykładzie na temat zbawiennego działania snu w piątkowy ranek,szanownej koleżance również zachciało się spać i miałam spokoj...do 10:P Koło godziny 12 udałysmy sie do szanownej kolezanki,problem pojawil sie pod jej klatka gdyz szanowna kolezanka zapomniala zabrac kluczy. Po godzinnym oczekiwaniu czy moze ktos zechce nam otworzyc poddałysmy sie i udałysmy sie do mojego mezczyzny na drugi koniec miasta. Zziajane,zmachane,spragnione i Bog wie co jeszcze wpadłysmy do niego z nadzieją na....ochłodzenie,a ten oto moj wlasny mezczyzna oswiadcza nam ze on to do lekarza idzie i zebysmy szukały pocieszenia u mezczyzny Oli. To nam rece opadly z wrazenia,no ale nie pchaj sie gdzie cie nie chca,zrobilysmy rumuński odwrót i na drugie osiedle,po dordze demoralizując jeszcze szanowną Dynkę,Madzię i Rudego prowokując ich do ucieczki ze szkoły mieszczącej się na przeciwko bloku mężczyzny Oli=P Szanowny mężczyzna Byczka przyjął nas kulturalniej. Z powodu remontu wypadł do nas na klatkę cały w farbie i raczył zamienić kilka słów. Po przyjemnej konwersacji udały my się spowrotem tam,skad przyszlysmy-tym razem zastalysmy rodzicielke Oli,zjadlysmy obiad i znowu w droge. Ze znajomymi do naszego ukochanego baru "U kotleta"(prawda ze ponetna nazwa?sami ja nadalismy=P). Bar malenki,nas z 15 twarzy,ledwo my sie mieścilimy to my se poszli na parasole;) Przynajmniej chłodniej było. Pomijając to,ze byłam zamulona to było sympatycznie...do czasu,bo pozniej male powikłania wynikły,ale bez takich szczegołow... To sie rozpisałam....uh...jak ktos te wypociny przeczyta bez ziewu na ustach to mu gratuluje=D Ogolnie...nie mam talentu za barrdzo do pisania sensownych notek,gdy jestem szczesliwa=D Ale z moim charakterem gwarantuje,ze nie dalej jak za tydzien wymysle sobie jakis powod do doła,wiec bede mogla troszeczke sentymentalnie pozamulac;) Adieau=* skomentuj (0) 2005-05-29 21:55:58 >> C'est latino=) [2-jezyczny szpan] Ulala...to nam słoneczko przygrzało,maj,prawie,że lato,czyli to,co tygryski lubią najbardziej-rozłożyli parasole i dzieciarnia okupuje;) Co niektórym już po trzech razach ponętna czerwień warki nad głową już się znudziła,ale co to,to nie dla mnie;) Mogę tam siedzieć non stop,tylko by się więcej gotóweczki przydało,no ale po co kielecką wybudowali??:P Tia...wreszcie jakaś notencja z nutą szczęśliwości w głosie:P Na tym poprzestanę chwilowo,ale Byczuś obiecuje utrzymać ten blog,w końcu tyle już przeszedł nie?:p ![]() skomentuj (0) 2005-04-18 23:54:04 >> Kolejny dzień z serii "Źle mi jest,jak boli,jaka jestem biedna" Nie wiem gdzie uciekł mi 18 kwietnia,nie kojarze tego dnia.Całą noc ryłam...nie wiem po co,bo jak przyszło mi napisać sprawdzian to ani be,ani me.Nieważne...po prostu na świadectwie mam kolejną piątkę z głowy,ale kogo to obchodzi,moze rodzicielke tylko... Znów cos mi było,znów źle się czułam. Dzisiaj dla odmiany sobie troszkę porzygałam...wróciłam do domu o 16,poszłam spać,wstałam o 21,a teraz znów nie mogę usnąć.Nawet nasenne już na mnie nie działają.Dzisiejszy żarłospis? Granicę wybaczalności przekroczyłam jedynie o jakieś 1000 kcal...mam dość.Przepraszam,naprawdę chciałabym wreszcie napisać pozytywną notkę,pełną zycia i radosci,bez elementow narzekania,ale nie potrafię...bo ja inna jestem... skomentuj (2) 2005-04-15 23:55:56 >> Dziwnie... Dziwnie...dopiero od tygodnia jestem sama,a już zaczyna mi brakować tej innej organizacji dnia.Mam zdecydowanie za dużo czasu dla siebie,co wiąże się z lenistwem,bezsensownym rozmyślaniem i obżarstwem...Tak,tak-skrzydełka mi wyrosły od tych wszystkich "schudłaś" i zapomniałam,że do chudości to mi brakuje łojoj...dużo,przynajmniej z 10 kg i 40 cm w kazdej partii ciała. Wszystkim się poukładało.Lola szczęśliwa ze swoim chłopem,Kamil z jakąś nową laską(co my wszystkie w nim widzimy?!).Mnie też w sumie się ułożyło-nie tęsknię,a to 99,99% sukcesu. Jestem zmęczona...i psychicznie i fizycznie(grubasy już tak mają).Chciałabym na chwilę uciec od siebie.Jedynym sposobem na to jest sen,przynajmniej jestem wtedy nieświadoma istnienia mojego "ja"...bye
skomentuj (1) 2005-04-14 22:08:01 >> dzień z serii dni 8.00-zebranie w parku Kościuszki w celu odmulenia się przed wizytą.Oszywista nieliczne osoby się odmuliły,ze względu na zastraszającą ilość frajerów dookoła. 9.00-jedno z najbardziej bzdurnych przedstawień jakie w życiu widziałam.Podobnież to był mały książe,nie wiem...nie rozpoznałam. Następnie jeden wielki zamuł w budzie,nie musze się rozpisywać na ten temat,prawda? Moje załamanie sercowo-nerwowe kompletnie zanikło.Czasem dobrze jest sobie uświadomić dupkowatość pewnych osób,od razu wszystko pryska;) Po raz kolejny nadużyłam znaczenia słowa "kocham"...no tak,w końcu o osobie którą się zna dwa tygonie to się gówno wi a nie;) Nie zmienia to faktu,ze poszukuję jakiegoś pocieszenia,tak bez zobowiązań:D Dietke dzisiaj schrzaniłam maksymalnie. Menu: *11 kanapek(co z tego ze 5 bylo malenkich?) *kubek lodow *3 kostki czekolady *sok pomidorowy Jutro będzie lepiej...aj hołp soł;)
skomentuj (0) |
|